Birmingham - Everton 1:1

12 kwietnia, St Andrew's Stadium


Po remisie 1-1 to piłkarze Evertonu powinni być bardziej zadowoleni ze zdobytego punktu niż Birmingham. Kryzys nadal trwa i tylko nieskuteczności gospodarzy możemy zawdzięczać brak porażki.

Przed meczem Davidowi Moyesowi wypadli Mikel Arteta i Leon Osman, natomiast po kontuzji wrócił Steven Pienaar. On, podobnie jak reszta formacji przedniej, zaprezentowała się znacznie poniżej oczekiwań, tak jak zresztą w ciągu kilku ostatnich spotkań.

Już na samym początku błąd popełnili gospodarze, którzy próbując wybić piłkę nastrzelili Andy'ego Johnsona, jednak piłka nie zmierzała w światło bramki. The Toffees próbowali jeszcze kilkakrotnie strzelać na bramkę, ale wszystkie te próby były bardzo kiepskie.

Duży błąd obrońców Birmingham mógł wykorzystać Joleon Lescott, ale jego strzał z ostrego kąta wylądował na bocznej siatce.

Przebieg drugiej połowy był o tyle zaskakujący, o ile pierwszą dobrą okazję gospodarze mieli dopiero w 36 minucie, gdy James McFadden, były gracz Evertonu, strzelał z narożnika pola karnego choć nie sprawił problemów Timowi Howardowi.

Birmingham w pierwszej połowie stworzyło jeszcze jedną okazję, którą zakończył strzał w słupek Jerome'a. Gospodarze ilość sytuacji powetowali sobie w drugiej części gry.

Po rzucie rożnym w 50 minucie defensor The Blues Liam Ridgewell z 3 metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chwilę później po kolejnym rzucie rożnym do sporego wysiłku zmusił Howarda Jaidi. Amerykański bramkarz musiał też prezentować swe umiejętności po strzale z rzutu wolnego McFaddena.

W 64 minucie najprawdopodobniej z powodu urazu zszedł Steven Pienaar, a David Moyes wpuścił trzeciego napastnika, by wspomóc mizernie prezentujący się duet Yakubu-Johnson.

Gospodarze kontynuowali swój napór, Howard dwukrotnie znakomicie interweniował gdy z bliskiej odległości próbowali go pokonać Jaidi i McFadden.

W 78 minucie Manuel Fernandes oddał groźny strzał z 25 metrów zmuszając do pierwszej poważniejszej interwencji Maika Tylora. Po rzucie rożnym piłka znalazła się na linii końcowej pod nogami Lee Carsleya, Irlandczyk miękko podciął ją na 6 metr, gdzie głową strzelał Yakubu. Tyłem głowy lot piłki zmienił Joleon Lescott nie dając szans bramkarzowi Birmingham.

The Toffees nie cieszyli się jednak długo z prowadzenia. Na 17 metrze w rękę nastrzelony został Lee Carsley, a arbiter podyktował rzut wolny. Podszedł do niego zmiennik McFaddena Mauro Zarate i mocnym strzałem nie dał szans Howardowi.

Oba zespoły miały szanse na rozstrzygnięcie spotkania, najpierw w niespodziewanej sytuacji znalazł się Phil Neville, ale jego strzał został zablokowany, później Howard musiał interweniować po główce Jaidiego.

Tak więc spotkanie zakończyło się remisem. Kibice Evertonu na pewno nie byli zadowoleni z przebiegu gry, najpierw w pierwszej połowie fatalnie grali napastnicy i ich strzały przypominały raczej podania w kierunku bramki, a potem w drugiej połowie The Toffees całkowicie oddali inicjatywę gospodarzom, którzy mieli mnóstwo okazji do zdobycia bramki.

Punkt zdobyty na wyjeździe na pewno jest ważny, ale styl gry pozostawia dużo do życzenia. Poza tym graliśmy z 17 drużyną ligi i myśląc o pucharach takie spotkania trzeba wygrywać. Już dziś na 2 punkty może się zbliżyć Portsmouth, co w perspektywie spotkań z Chelsea, Arsenalem i Villą nie napawa optymizmem.


Birmingham: Taylor, Kelly, Jaidi, Ridgewell, Murphy, Larsson (24' Jerome), Muamba, Nafti, McSheffrey, Forssell (46' O'Connor), McFadden (76' Zarate)

Everton: Howard, Hibbert, Jagielka, Lescott, Baines, Neville, Fernandes, Carsley, Pienaar (64' Anichebe), Johnson, Yakubu (89' Gravesen)


Statystyki:

Birmingham - Drużyna - Everton

1 - Bramki - 1
5 - Strzały celne - 4
6 - Strzały niecelne - 10
4 - Zblokowane strzały - 4
11 - Rzuty rożne - 1
10 - Faule - 10
1 - Spalone - 0
1 - Żółte kartki - 1
0 - Czerwone kartki - 0
42% - Posiadanie piłki - 58%


Strzelcy: 83' Zarate - 78' Lescott
Żółte kartki: Nafti - Carsley
Widzów: 25,923
Sędzia: Steve Bennett


«wstecz