Everton - SK Brann 6:1

21 lutego, Goodison Park


Lepiej nie mogliśmy sobie wyobrażać przygody Evertonu w europejskich pucharach. Po komplecie zwycięstw w grupie The Toffees 8-1 w dwumeczu pokonali mistrza Norwegii SK Brann wygrywając 6-1 w rewanżowym meczu na Goodison Park.

Pierwsze spotkanie w Norwegii zakończyło się wynikiem 2-0 i Everton miał już niemal pewny awans, dlatego niewielu spodziewało się takiej demolki w rewanżu. Mecz na pewno nie stał na najwyższym poziomie ale wynik mówi wszystko. Naszym kolejnym rywalem będzie Fiorentina, która wyeliminowała również norweski Rosenborg.

David Moyes miał do dyspozycji całą kadrę, na uraz narzekał tylko wypożyczony Anthony Gardner, ale on nie był uprawniony do gry w Pucharze UEFA. Szkocki menadżer odsunął od kadry Josepha Yobo, ponieważ był on zagrożony trzecią żółta kartką i w konsekwencji absencją w kolejnym meczu.

Pierwsza połowa toczyła się głównie w środku pola, The Toffees długo utrzymywali się przy piłce nie skupiając się za bardzo na atakowaniu bramki rywala, toteż przez długi czas nie mieliśmy poważniejszego zagrożenia pod którąś z bramek.

W 35 minucie po rzucie wolnym bardzo dobrą okazję mieli Norwegowie. Po wrzutce w pole karne jeden z zawodników Brann dobrze zamykał akcję, jednak ustawiony przy słupku Tim Howard w instynktowny sposób zatrzymał jego strzał.

W kolejnej akcji przepiękną bramkę strzelił Yakubu. Steven Pienaar podał przed pole karne do Tima Cahilla, ten odegrał z pierwszej do Yakubu, piłka wróciła do Cahilla, który piętą wystawił ją Yakubu i Nigeryjczyk potężnym uderzeniem w długi róg nie dał szans bramkarzowi gości.

W 41 minucie na 25 metrze piłkę rywalowi odebrał Mikel Arteta i zagrał ją do Andy'ego Johnsona. Ten wyrzucił się nieco na zewnątrz pola karnego, jednak bardzo mocnym i precyzyjnym strzałem przy słupku pokonał bramkarza z Norwegii.

Losy rywalizacji były już więc przesądzone. W przerwie David Moyes dokonał dwóch zmian, za Cahilla wszedł Manuel Fernandes, a za Lee Carsleya Tony Hibbert. Niestety na ławce nie znalazło się miejsca dla młodych Goslinga i Rodwella, a była to idealna okazja do wpuszczenia tych nastolatków.

The Toffees mogli znakomicie rozpocząć drugą połowę, jednak wychodzący na czystą pozycję Johnson trafił jedynie w słupek.

Trzecia bramka padła jednak w 54 minucie. Znakomicie do Yakubu podał Steven Pienaar, Nigeryjczyk zamarkował strzał kładąc na murawie dwóch obrońców gości i spokojnie lewą nogą posłał piłkę obok słupka.

W 60 minucie Brann strzeliło honorową bramkę. Potężnie z rzutu wolnego z 30 metrów uderzył Vaagan Moen, piłka zrobiła trzy kozły na murawie i przeleciała tuż obok Howarda. Być może futbolówka zmieniła niec tor lotu odbijając się od linii 5-tego metra, być może golkipera zmylił Phil Jagielka, jednak nie zmienia to faktu, że Howard popełnił fatalny błąd.

10 minut później swoje trafienie dołożył rozgrywający bardzo dobre zawody Mikel Arteta. Hiszpan, który z powodu kontuzji opuścił mecz w Norwegii, otrzymał na 20-tym metrze podanie od Pienaara i uderzył mocno, piłka odbiła się jeszcze od nóg jednego z obrońców i po słupku wpadła do bramki.

Zaledwie 120 sekund później hat-tricka skompletował Yakubu. Po lewej stronie pola karnego ładnie piłkę rozegrali Arteta i Pienaar, ten ostatni zagrał ją wzdłuż bramki a na 3 metrze zupełnie niekryty był Yakubu, który od niechcenia wpakował piłkę do siatki i chwilę później został zmieniony przez Victora Anichebe.

Dwie bardzo dobre okazje miał jeszcze Steven Pienaar, ale najpierw jego strzał niewiele minął okienko bramki, a później dobre uderzenie zatrzymało się na słupku.

W 87 minucie drugiego gola mógł strzelić Moen, jednak po znakomitej akcji swojego zespołu mając przed sobą niemal pustą bramkę strzelił w słupek.

Norwegów dobił w drugiej minucie doliczonego czasu Andy Johnson. Kolejną asystę zaliczył chyba najlepszy zawodnik meczu Steven Pienaar. AJ otrzymał od niego podanie i potężnie uderzył z 25 metrów nie dając szans bramkarzowi.

The Toffees z całą pewnością rozegrali już w tym sezonie kilka lepszych spotkań, jednak to nie było wiele gorsze. Przed meczem nie można się było spodziewać oszałamiającej gry, jednak nasi zawodnicy bez skrupułów wypunktowali rywala zdobywając kilka pięknych bramek.

W walce o ćwierćfinał zmierzymy sie jak już napisałem z Fiorentiną, natomiast już w poniedziałek wyjedziemy na City of Manchester Stadium, nomen omen obiekt finału Pucharu UEFA, na ligowy pojedynek z Manchesterem City, pojedynek o więcej niż 3 punkty, ponieważ City to obok Liverpoolu nasz najgroźniejszy rywal w walce o 4 miejsce.


Everton: Howard, Neville, Jagielka, Lescott, Nuno Valente, Pienaar, Cahill (46' Fernandes), Carsley (46' Hibbert), Arteta, Johnson, Yakubu (73' Anichebe)

SK Brann: Opdal, Dahl, Bjarnason (65' Karadas), Sigurdsson, Hanstveit, Moen, El Fakiri (60' Huseklepp), Bakke, Solli, Demba-Nyren (72' Winters), Helstad


Statystyki:

Everton - Drużyna - SK Brann

6 - Bramki - 1
8 - Strzały celne - 4
5 - Strzały niecelne - 6
1 - Zablokowane strzały - 2
2 - Rzuty rożne - 7
17 - Faule - 14
2 - Spalone - 1
1 - Żółte kartki - 1
0 - Czerwone kartki - 0
56% - Posiadanie piłki - 44%



Strzelcy: 36' Yakubu, 41' Johnson, 54' Yakubu, 70' Arteta, 72' Yakubu, 90' Johnson - 60' Moen
Żółte kartki: Fernandes - Bakke
Widzów: 32,834
Sędzia: Nikolay Ivanov


«wstecz