|
Everton - Chelsea 0:1 17 kwietnia, Goodison Park
W końcu nadeszła pierwsza w 2008 roku porażka Evertonu w lidze na własnym terenie. Słaba forma The Toffees i wymagający przeciwnik jakim był wicelider ze Stamford Bridge zsumowały się na porażkę 0-1 z Chelsea.
Przed meczem potwierdziły się niedobre informacje, iż nie wystąpią Leon Osman i Mikel Arteta, co przy kontuzji Tima Cahilla zmusiło Davida Moyesa po raz kolejny do wystawienia mocno osłabionej linii pomocy. Wśród Chelsea zabrakło Lamparda i Drogby, ale The Blues mają zdecydowanie lepszych zmienników. Od samego początku przewagę w środku pola uzyskała Chelsea, jednak nie przekładało się to znacząco na zagrożenie bramki Tima Howarda. Amerykański bramkarz miał zdecydowanie więcej pracy z powstrzymywaniem ataków Birmingham tydzień temu. Pierwszą dobrą okazją dla Evertonu był rzut wolny wykonywany przez Manuela Fernandesa w 15 minucie. Portuglaczyk mocno uderzył z 25 metrów nadając piłce sporą rotację, ta odbiła się jeszcze od murawy i sprawiła niemało kłopotu Petrowi Cechowi. Chelsea wyszła na prowadzenie na 5 minut przed końcem pierwszej połowy. Ładną akcję przed polem karnym zakończyło dość przypadkowe zagranie piłki do Michaela Essiena, co zupełnie zmyliło obronę a Ghańczyk z łatwością pokonał Howarda. Chwilę później Amrykanin w znakomitym stylu obronił potężny strzał Johna Obiego Mikela z 25 metrów. Po pierwszej połowie na pochwałę zasłużyli na pewno Steven Pienaar, najbardziej kreatywny zawodnik, i Phil Jagielka, po raz kolejny dający popis swych znakomitych umiejętności gry w defensywie. Druga połowa wyglądała dość podobnie, przewagę miała Chelsea, tyle że tym razem sytuacje pod obiema bramkami można policzyć na palcach jednej ręki. Kilka razy strzałów z dystansu próbował Manuel Fernandes, najbliżej celu był po rzucie wolnym, po którym piłka o centymetry minęła okienko bramki. Zupełnie rozczarowywała natomiast para napastników, o ile Yakubu starał się rozgrywać, o tyle Johnson przeszedł obok meczu. I tak po nieciekawym widowisku grająca przeciętnie Chelsea pokonała prezentujący się jeszcze słabiej Everton. Teraz Portsmouth ma szansę zbliżyć się na zaledwie punkt, a na 3 punkty Aston Villa, z którą przyjdzie się nam zmierzyć za 10 dni w niedzielę i w obecnej formie optymistycznie na to spotkanie spoglądać nie można. Everton: Howard, Hibbert, Yobo, Jagielka, Lescott, Neville, Carsley, Fernandes, Pienaar (63' Anichebe), Johnson (62' Gravesen), Yakubu Chelsea: Cech, Ferreira, Carvalho, Terry, Ashley Cole, Wright-Phillips (81' Makelele), Obi, Essien, Joe Cole (76' Malouda), Anelka, Kalou Everton - Drużyna - Chelsea 0 - Bramki - 1 2 - Strzały celne - 2 5 - Strzały niecelne - 3 4 - Zablokowane strzały - 2 4 - Rzuty rożne - 6 9 - Faule - 9 1 - Spalone - 2 0 - Żółte kartki - 2 0 - Czerwone kartki - 0 47% - Posiadanie piłki - 53% Strzelcy: 41' Essien Żółte kartki: Carvalho, Ferreira Widzów: 37,112 Sędzia: Martin Atkinson |